Kosa Hitachi CG22 EAS moim subiektywnym okiem

Dziś napiszę co nieco o kosie Hitachi CG22 EAS, którą kupiłem w zeszłym sezonie a i w tym roku już śmigałem nią po moim ogrodzie. Zakup kosy to wyzwanie. Pamiętam czasy kiedy śledziłem fora i czytałem opinię, aby zdecydować, którą kosę kupić. Po kilku tygodniach intensywnych prac wywiadowczych znalazłem polecany model CG EAS – kupiłem. I wiedząc, że ktoś z Was również może stanąć przed podobnym jak ja dylematem, postanowiłem o kosie Hitachi napisać i pomóc Wam w wyborze.

Zaczynamy pracę

Jeżeli chodzi o odpalenie kosy, to jest ono bezproblemowe. W wersji fabrycznej gaźniki ustawiony jest optymalnie i ja go tak zostawiłem, nic nie zmieniając – dzięki temu silnik od razu przychodzi do działań bez żadnej gry wstępnej ;) Silnik, jak na dwusuwowe cudo chodzi gładko, płynnie wskakuje na obroty i jak to się zwykło mówić pracuje z kulturą.  Jeżeli chodzi o akustyczne doznania, to praca kosy do cichych nie należy, ale mam na to sposób – ulubiony kawałek w głośnikach i cała na przód. Segreguję śmieci, mam kompostownik i zbiornik na deszczówkę, więc i na to czy kosa jest w miarę ekologiczna też zwróciłem uwagę. Na ile silnik spalinowy ekologiczny być może, to ona właśnie taka jest. Z ubrań bowiem nie unosi się zapach spalin. A ile Ci ta kosa pali? Można by spytać. Otóż kosa jest oszczędna, co więcej do jej motoru nie mogę się doczepić. Zaczynając od korka wlewu, który jest szczelny, poprzez równie mocne uszczelki węży i zwarte, solidne wykonanie całości. Zdarza się, że trzeba przyciąć coś precyzyjnie i mogłoby się wydawać, że użycie w tym wypadku podkaszarki byłoby lepszym pomysłem, jednakże ja używam Hitachi i muszę stwierdzić, że sprawuje się rewelacyjnie – pewnie dlatego, że kosa się naprawdę dobrze wywarzona.

Żyłki i koszenie

W swoich poczynaniach eksperymentowałam z kształtami i przekrojami żyłek i tu również miłe zaskoczenie – kosa Hitachi CG22 EAS nie traci na wydajności przy zmianach. Ścinałem różne rejony ogrodu i te mniej dzikie, ale i te gęste, z przerośniętą trawą. I tu uwaga - nic nie owija się nad głowicą. To jest właśnie fenomen silnika, utrzymującego stałą prędkość w pracy. Oczywiście pomaga mu dodatkowa blaszana osłona zwoju – nie zakładajcie jej tylko do nożna! Jak już jesteśmy przy nożu, to jest on twardy i dobrej jakości.

Nie wszystko mi się podobało

Zdziwieni, o tak – znalazłem też wady albo przynajmniej mankamenty mojej kosy ;) Plastikowa osłona przekładni kątowej. Na początku zdębiałem, że jak to – plastik, bez wzmocnień, taki zwykły, cienki. Moje obawy były słuszne, bo po roku korzystania są uszczerbki w osłonie. Przejdźmy teraz do głowicy. Moim zdaniem (skromnym) to jest ona delikatna i wymaga ona metrażu żyłki, aby zadziałała sprawniej i mniej topornie. Jestem urodzonym optymistą, więc dobrą strona tej głowicy jest to, że przynajmniej nie traci się zbyt szybko żyłki, w szczególności na terenach nierównych. Przejdźmy do kierownicy. Wygięcie jest dobre, ale chwyty nazwałabym pomyłką lub jak kto woli wypadkiem przy pracy. Wyprofilowania brak, wykonanie też pozostawia wiele do życzenia, cóż tu dużo mówić – są twarde. Dźwignia – działa ciężko, usytuowanie też budzi zastrzeżenia, lepiej jakby była nieco pochylona. Szelki są mało wygodne, mnie bolą plecy. Czytałem już o tych szelkach nie raz, że sprawiają problem, więc zalecam po koszeniu dobry masaż ;) A co to zapinki, to jest naprawdę dobra!

Słowo na koniec

To jest bardzo dobre narzędzie. Podane przeze mnie wady są subiektywne, ale w ogólnej ocenie nie wpływają one na moją radość z posiadania tej kosy. Cena wyważona i szczerze napiszę, że nie widziałem na rynku lepszej kosy w tej półce cenowej. Zakupu nie żałuję i kupiłbym raz jeszcze – niech to będzie moja rekomendacja. Polecam